"Grafiki dyżurów już zaczęły się sypać". Setki lekarzy z Ukrainy tracą prawo wykonywania zawodu

- Szpitale alarmują, że po wygaszaniu uprawnień „sypią się” grafiki dyżurów, szczególnie na SOR-ach
- - Lekarz, któremu izba wygasiła PWZ, brał od 6 do 8 dyżurów w miesiącu, więc od razu zrobiła się luka i mieliśmy problem z obsadzeniem dyżurów - opowiada lekarka zawiadująca SOR-em w szpitalu na Mazowszu
- Rafał Janiszewski, prawnik i właściciel kancelarii doradczej, zwraca uwagę, że skutki działań samorządu dotkną również ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i POZ
- - Tam konkretny lekarz widnieje w harmonogramie czasu pracy. Jeśli podmiot nie będzie dysponował odpowiednim personelem, NFZ może zakwestionować możliwość realizacji świadczeń - przestrzega
- Dla dyrektorów to jeszcze jeden kłopot: polscy lekarze są drożsi
- W Sejmie procedowana jest poprawka wydłużająca medykom okres przejściowy do maja 2027 r.
Lekarzom spoza UE, którzy do 1 maja nie potwierdzili znajomości języka polskiego co najmniej na poziomie B1, izby lekarskie wygaszają warunkowe prawa wykonywania zawodu. Uprawnienia straciło w ten sposób ponad 200 medyków. To, jak zapowiedziały władze samorządu, dopiero początek, a lekarze w szpitalach ostrzegają, że grafiki dyżurów już "zaczęły się sypać".
W jednym ze szpitali powiatowych w woj. mazowieckim na SOR regularnie dyżurowało dotychczas troje lekarzy z Ukrainy. Jednemu okręgowa rada lekarska cofnęła PWZ, a dwóm pozostałym grozi taki sam scenariusz.
- Do egzaminu z języka polskiego będą podchodzili dopiero jesienią.Lekarz, któremu izba już wygasiła PWZ, brał średnio od 6 do 8 dyżurów miesięcznie, więc od razu zrobiła się luka w grafiku i mieliśmy problem z obstawieniem dyżurów. Na razie rozdzieliliśmy je między siebie, każdy wziął więcej, ale na dłuższą metę tak się nie da - podkreśla w rozmowie z Rynkiem Zdrowia lekarka zawiadująca SOR-em.
Zwraca uwagę, że problem nie jest jednostkowy i dotyczy wielu oddziałów ratunkowych w Polsce. A wakaty na SOR-ach szczególnie trudno obsadzić.
- Szpitale wręcz rywalizują o lekarzy gotowych pracować na oddziałach ratunkowych. Praca tu jest trudna i nie jest pierwszym wyborem polskich lekarzy. Wymaga dużego doświadczenia i odpowiednich predyspozycji. W tym kontekście lekarze z Ukrainy są bardzo dobrze oceniani - przekonuje.
Problemem nie jest komunikacja, a... ortografiaNasza rozmówczyni przyznaje, że lekarz musi umieć skutecznie komunikować się z chorym. - Na SOR nie moglibyśmy zatrudniać osób, które nie potrafią porozumieć się z pacjentem. Wywiad i badanie fizykalne są podstawą. Nasi lekarze potrafią to wszystko, nabrali dużego doświadczenia, wypracowali wymaganą liczbę godzin i pracują samodzielnie. Nigdy też nie mieliśmy skarg na stworzoną przez nich dokumentację medyczną - opowiada szefowa oddziału.
Nie do końca natomiast zgadza się z założeniem samorządu zawodowego, że jeśli ktoś nie zdał egzaminu językowego, to nie umie porozumiewać się po polsku. Najwięcej kłopotów zdającym sprawiają bowiem nie komunikowanie się ani terminologia medyczna, ale - jak wskazuje - ortografia. - Dla pacjentów większym zagrożeniem jest niekompetencja niż nieznajomość ortografii. Nawet biegle posługujący się językiem korzystają dziś z komputerowych podpowiedzi czy korekty błędów - zauważa.
Dlatego przyznaje, że z niepokojem obserwuje wygaszanie PWZ przez okręgowe rady lekarskie. - Obawiamy się, że SOR-y stracą lekarzy, w których już zainwestowały - mówi.
Szpital w Ustrzykach Dolnych zatrudnia co prawda tylko trzech medyków zza wschodniej granicy, ale jak mówiła w „Rzeczpospolitej” Małgorzata Kormosz p.o. dyrektora placówki - to lekarze ogólni, bez specjalizacji, którzy pracują na izbie przyjęć i na oddziale chorób wewnętrznych. - Zdali egzamin na poziomie B1 pod koniec kwietnia i teraz czekają na wyniki, ale certyfikat będzie miał już datę majową. Nie wiem, co w takich sytuacjach planuje zrobić izba lekarska - rozkłada ręce.
Problem mają nie tylko szpitale. "NFZ może zakwestionować realizację świadczeń"Rafał Janiszewski, ekspert rynku zdrowia i właściciel kancelarii doradczej, zwraca uwagę, że problem z wygaszanymi uprawnieniami lekarzy spoza UE dotyczy nie tylko szpitali, ale również ambulatoryjnej opieki specjalistycznej i POZ.
- Szereg lekarzy obcokrajowców pracuje także w podstawowej opiece zdrowotnej oraz AOS i podmioty te także zgłaszają nam, że część medyków nie zaliczyła egzaminu językowego - podchodzili kilkukrotnie i nie zdali albo nie zdążyli do niego podejść. W efekcie pojawiły się wątpliwości dotyczące dalszego zatrudniania takich osób po 1 maja - opowiada.
Ekspert uspokaja, że sam brak certyfikatu nie jest równoznaczny z utratą możliwości wykonywania zawodu. - Lekarz może pracować aż do momentu formalnego cofnięcia mu PWZ przez właściwą izbę lekarską - zaznacza.
Wskazuje natomiast, że wygaszenie uprawnień medykom będzie nastręczać placówkom kłopotów, ponieważ „ci lekarze byli wykazani w harmonogramach czasu pracy”. W przypadku niektórych obszarów opieki szpitalnej skutki tego częściowo zamortyzuje zespołowa organizacja pracy, natomiast w POZ czy ambulatoryjnej opiece specjalistycznej mogą być one nawet dotkliwsze.
Dyrektorzy bronią lekarzy z Ukrainy. "Nie zdarzyło się, byśmy komuś podziękowali"- Tam konkretny lekarz widnieje w harmonogramie czasu pracy i przy jego braku harmonogram sypie się. A jeśli podmiot nie będzie dysponował odpowiednim personelem, Narodowy Fundusz Zdrowia może zakwestionować możliwość realizacji przez niego świadczeń - przestrzega ekspert.
Co do tego, że obcokrajowcy stanowią dziś nieodzowne wsparcie w polskim systemie ochrony zdrowia, nie mają wątpliwości zwłaszcza dyrektorzy szpitali powiatowych. W SPZOZ w Kole obcokrajowcy pracują niemal na każdym oddziale (poza pediatrią i neonatologią). Dominują Ukraińcy i Białorusini.
Dyrektor Grzegorz Gibaszek zapewnia, że jego szpital prowadzi dodatkową weryfikację kompetencji przyjmowanych cudzoziemców, w tym znajomości języka polskiego.
- Jeżeli przyjmujemy do pracy, to na początek zawsze na okres próbny. Lekarz w tym czasie pracuje pod nadzorem specjalisty czy ordynatora, który ocenia jego pracę i wdraża go w procedury. Jeszcze nie zdarzyło nam się, żebyśmy komuś po tych 2-3 miesiącach podziękowali - opowiada.
Zapewnia także, że wszystkim udało się zdać certyfikowane egzaminy.
W Szpitalu Powiatowym w Garwolinie część obcokrajowców ukończyła już nawet rezydentury albo jest w trakcie robienia specjalizacji. Niektórzy się tu zatrudnili jeszcze przed wybuchem wojny w Ukrainie. Więcej jednak przyjechało po rozpoczęciu rosyjskiej agresji. Dyrektor placówki Krzysztof Żochowski podkreśla, że szczególnie istotną rolę pełnią na tych oddziałach, gdzie od lat występują największe braki kadrowe - SOR-ach czy anestezjologii.
Nie kwestionuje przy tym potrzeby weryfikacji kompetencji lekarzy spoza Unii Europejskiej i - jak podkreśla - znajomość języka powinna być wymagana od samego początku, a tak "tylko zrobił się bałagan".
Brakuje jednoznacznej interpretacji przepisówBrakuje bowiem jednoznacznej interpretacji przepisów. Jedna z nowelizacji ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym nałożyła na medyków spoza Unii Europejskiej obowiązek przedstawienia izbom lekarskim certyfikatu potwierdzającego znajomość języka polskiego „pod rygorem utraty prawa wykonywania zawodu”. Nie precyzuje jednak mechanizmu jego egzekwowania.
W efekcie okręgowe izby lekarskie zaczęły wygaszać warunkowo przyznane PWZ. Samorząd argumentuje, że za decyzją stoją kwestie bezpieczeństwa. Od początku alarmował, że dopuszczanie do zawodu medyków bez sprawdzenia znajomości języka polskiego może nastręczać problemów, a w skrajnych przypadkach prowadzić do błędów medycznych. O weryfikację tej znajomości - przynajmniej na poziomie B2 - od początku też apelował.
- Jeżeli od dwóch lat było wiadomo, że termin na złożenie certyfikatu językowego upłynie 1 maja 2026 r. i przez dwa lata ukraińscy lekarze, pracując w polskim systemie, nie potrafili zdać egzaminu na poziomie B1, to oznacza, że oni naprawdę nie mówią po polsku i naprawdę są zagrożeniem dla pacjentów - mówił w „Rzeczpospolitej” Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.
Na tym między innymi tle doszło do konfliktu z wiceministrą Katarzyną Kęcką. NRL wnioskowała do premiera o jej odwołanie, argumentując, że "namawiała samorząd do łamania prawa".
- Wiceminister zdrowia oczekuje, że przy podejmowaniu decyzji o utracie uprawnień zawodowych przez lekarzy (...), pod uwagę zostanie wzięty projekt ustawy, która nie została jeszcze uchwalona przez Sejm - napisała w apelu do premiera NRL.
Prawo może zadziałać wstecz? "Lekarze będą mogli wystąpić o przywrócenie uprawnień"Zdaniem Ministerstwa Zdrowia przepisy te nie działają automatycznie, a samorządy powinny rozpatrywać przypadki indywidualnie. Tym bardziej, że w niedalekiej perspektywie jest nowelizacja przepisów.
Obecnie w Sejmie procedowana jest poprawka poselska wydłużająca medykom okres przejściowy na zdanie egzaminu językowego do 1 maja 2027 r. Zgłosił ją jeszcze podczas kwietniowego posiedzenia Komisji Zdrowia poseł KO Krzysztof Bojarski, który jest również dyrektorem SP ZOZ w Łęcznej.
Parlamentarzysta przyznaje w rozmowie z Rynkiem Zdrowia, że spora grupa personelu medycznego, który pracuje w szpitalach powiatowych, jeszcze nie zdążyła złożyć zaświadczenia o zdaniu egzaminu językowego.
- Szpital, którym kieruję, znajduje się ok. 25 km od Lublina, dzięki czemu może korzystać z zaplecza kadrowego dużego miasta akademickiego. Największy problem mają placówki oddalone po kilkadziesiąt kilometrów od dużych ośrodków miejskich. Lekarze z Ukrainy ratowali i nadal ratują tam sytuację kadrową. Pozostawienie obecnego brzmienia przepisów mogłoby skutkować poważnymi problemami organizacyjnymi - podkreśla poseł.
Dla części - jak wskazuje - wiązałoby się to z dodatkowymi kosztami i większym obciążeniem personelu już zatrudnionego. Dlaczego? Nawet jak polscy lekarze przejmą dodatkowe dyżury, to zażądają za to większych pieniędzy niż ich ukraińscy czy białoruscy koledzy.
Zwraca też uwagę, że zaproponowana przez niego nowelizacja przepisów nie otwiera systemu dla nowych lekarzy spoza Polski (ścieżka ubiegania się o warunkowe PWZ została w 2024 r. zamknięta), a daje jedynie szansę na dopełnienie formalności tym, którzy już pracują.
- NIL broni w pewnym sensie korporacyjnego interesu, co jest zrozumiałe, ale mówienie, że wzrosło nagle zagrożenie, jest nadużyciem. To lekarze, którzy już pracują. Część nie mogła podejść do egzaminów językowych z powodu ograniczonej liczby terminów i problemów organizacyjnych. Są też osoby, które zdały go, ale wciąż czekają na wydanie certyfikatów - opowiada.
Zdaniem posła zaproponowana przez niego poprawka pozwoli także ochronić lekarzy, którym izby zdążą wygasić PWZ przed jej uchwaleniem. - Jeden z przepisów będzie wchodził w życie z mocą od dnia 30 kwietnia br. Zadziała zatem wstecz, ale będzie to w publicznym interesie - przekonuje Bojarski.
Rafał Janiszewski przyznaje, że choć co do zasady prawo nie działa wstecz, to polski system legislacyjny zna już przypadki regulacji wprowadzanych z mocą wsteczną. W takim przypadku - w jego opinii - lekarze, którzy utracą PWZ przed wejściem w życie ewentualnej nowelizacji, mogliby mieć podstawy do wystąpienia do izb lekarskich o przywrócenie uprawnień.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
rynekzdrowia




